Ada z synkiem – hipnoporód według planu

Poród drugiego synka zaskoczył nas. To był piątek, myślami byliśmy przy niedzielnej imprezie urodzinowej starszaka i wcale nie przyszło mi do głowy, że to może się zacząć już. Przecież ja na pewno urodzę po terminie- tak jak starszego- chociaż dobrze wiedziałam, że dwa tygodnie „przed” do terminu się również zalicza.

No więc zostaliśmy zaskoczeni, i to bardzo, gdy nagle po powrocie męża z pracy poczułam, że odchodzą mi wody. Stanęłam w łazience i szok! No bo jak to? Nie, nie- ja nie jestem gotowa- taka była pierwsza myśl. Nawet przez chwilę zaczęłam się trząść z nerwów. Po kilku minutach uspokoiłam się i razem z mężem zaczęliśmy myśleć jasno. Ok- opieka do starszaka, torba spakowana, wydrukować plan porodu, czekamy, nie panikujemy. Gdy sprawy organizacyjne zostały ogarnięte ( mój brat przyjedzie do Starszego), poszłam pod prysznic i zaczęłam myśleć o porodzie.

Wszystko jest ok, fajnie jakby zaczęły się jakieś skurcze, aby akcja rozpoczęła się już w domu i żebym przebywała w szpitalu jak najkrócej- taka była moja wizja. Cały czas w głowie miałam swój poprzedni poród szpitalny z pomocą położnej, dzięki której większość pierwszej fazy spędziliśmy w domu, a jedynie ostatnie 2 godziny w szpitalu.

Po wyjściu z prysznica włączyłam nagranie Cud Narodzin, usiadłam na łóżku, słuchałam i wprowadzałam się w stan relaksu. Cały czas byłam lekko zszokowana tym, że to sę dzieje naprawdę, ale równocześnie też poczułam lekkie podniecenie i to, że wiem co mam robić i taki wewnętrzny stan spokoju.

Skurcze niestety nie nadchodziły, a na pewno nie były wyczuwalne i regularne. Po ok dwóch godzinach pojechaliśmy do szpitala. Przy przyjęciu okazało się, że rozwarcie było jedynie dwucentymetrowe a szyjka nadal nie zgładzona. No trudno- pomyślałam- jakoś sobie z tym poradzimy. Cały czas miałam w głowie również moje „postulaty” z planu porodu. Zależało mi na tym, żeby było jak najbardziej naturalnie, a ewentualne próby przyspieszania porodu tylko i wyłącznie z pełna informacją o etapie porodu. Bałam się, że w wypadku, gdy akcja nie rozwinie się, z powodu odchodzących wód, będzie konieczna jakaś interwencja. Dlatego też postanowiłam nastawić się bardzo, bardzo pozytywnie, że wszystko się rozkręci samo lub ewentualnie z pomocą to moją własną i męża.

Pozytywnie nastawiło mnie też omówienie planu porodu z położną. Choć położna stwierdziła, ze być może nie urodzę na jej zmianie (było około godz 22), to jak najbardziej da się wszystko zrobić naturalnie – oczywiście kontrolując stan dziecka. Było to dla mnie ważne – ta rozmowa na temat planu. Położna wiedziała jaki ja mam stosunek do porodu, a i ja byłam spokojniejsza wiedząc, że osoba, która najprawdopodobniej przywita moje dziecko jest po mojej stronie.

W sali porodowej czuliśmy się z mężem bardzo dobrze, mogliśmy korzystać z sprzętów, mieliśmy łazienkę „pod nosem”. Położna poradziła mi, abym się chwilę zdrzemnęła zanim się akcja rozkręci, aby nabrać sił. Ok- pomyślałam- ale jeżeli się nie rozkręci?. -Zazwyczaj czekamy 6 h i wtedy jeżeli nie ma żadnych skurczy a wody odeszły, włączamy oksytocynę.

Znałam sposoby, które mogą pomóc w rozkręceniu akcji, znałam też sposobu łagodzenia bólu przy skurczach. -Damy radę-powiedział mój mąż. Poszliśmy pod prysznic i tam poprosiłam go, aby pomógł mi przy masażu sutków- to miało na celu troszkę ruszyć akcję.

Po prysznicu postanowiłam, ze troszkę się zdrzemnę. Włączyliśmy nagranie Cudu Narodzin ( na sali dostępny był odtwarzacz). Nagranie zaczęło się od słów „otwierasz się…” a ja wiedziałam, że tak się dzieje. Podłączono mi ktg a ja poszłam spać. Stwierdzono, że czynność skurczowa jest- więc jest ok. Po obudzeniu (spałam troszkę, ale nie wiem ile), postanowiłam poruszać się. „Skakałam” na piłce, chodziłam, rozmawialiśmy. Generalnie byliśmy w bardzo dobrym nastroju, mąż okazywał mi dużo czułości, a ja podświadomie wiedziałam, że niedługo się zacznie.

Zaczęło się ok. 2 w nocy, skurczami regularnymi, bolesnymi. Rozwarcie postępowało dosyć szybko, przy skurczach skakałam na piłce, byłam pod prysznicem, przy bardziej bolesnych mąż masował mi uda i plecy.

Cały czas słuchaliśmy Cudu Narodzin w tle. Gdy nadchodził skurcz mówiłam sobie na głos: jesteś spokojna i zrelaksowana, fala skurczu zaraz minie, jesteśmy coraz bliżej. I i rzeczywiście tak było – przy kolejnym badaniu okazało się, że jesteśmy na 6tym centymetrze. Chwilę później skurcze były już bardzo intensywne i praktycznie kończył się jeden a zaczynał drugi: oho! – powiedziałam do męża – to 7 centymetr, uważaj zaraz będę mówić, że nie dam rady i chcę już koniec. Mąż śmiał się ze mnie, ale rzeczywiście tak było! To był 7my centymetr a położna powiedziała, że świetnie nam idzie i rzeczywiście szybko! Słyszałam jak rozmawiała na korytarzu z lekarzem, który zapytał jak mi idzie, że juz jest 7my, na co lekarz powiedział: Ładnie, ładnie! To był ten rzeczywiście najtrudniejszy moment porodu, byłam już zmęczona, dotychczasowe masaże męża zaczęły mnie denerwować, chodzić nie miałam zbytnio siły a i nagrania w tle zdawały się do mnie nie docierać. Podczas silnego skurczu położyłam się na worku sako i stwierdziłam, ze teraz to będę tylko krzyczeć i wtedy właśnie poczułam skurcz party! Hurra, koniec tego bólu, zaraz wyjdzie nasz kochany maluch. Mąż i położna pomogli dostać się mi na łóżko do rodzenia, a ja poczułam, że wróciłam do rzeczywistości i w pewnym sensie do świadomości. Docierały do mnie słowa z nagrania, które mówiły, że jestem spokojna i tak też było. Pomiędzy skurczami partymi śmialiśmy rozmawialiśmy w trójkę: ja, mąż i położna. Po kilknastu minutach na świecie pojawił się nasz drugi syn. To było cudowne doświadczenie.

Mimo, iż poprzedni poród również wspominam bardzo dobrze, ten był całkiem inny. Tym razem byłam świadoma swojego ciała, tego co się dzieje, miałam wsparcie nie tylko w mężu i położnej, ale i w kojącym nagraniu, które lecąc w tle przypominało mi o tym gdzie kierować swoje myśli i jak kierować swoje ciało. To był naprawdę dobry poród.

Related posts