Celina i Janek

Celina i Janek

Jako położna o swoim porodzie myślałam jeszcze przed zajściem w ciążę. Już na studiach wyobrażałam sobie jak to będzie. Czy urodzę w domu, szpitalu, w jakiej pozycji, sama czy z moim partnerem… ?

Ciąża była spełnieniem moich marzeń. Wiedziałam, że pod sercem noszę człowieka, którego po 9 miesiącach urodzę… Czułam, że chcę urodzić w spokoju, pogrążona w medytacji, skupiona na oddechu. Jednak gdzieś głęboko się bałam. Czego? Głównie bólu. Odczuwałam lęk, że fizyczna strona porodu może mnie przerosnąć.

Już od kilku lat wspieram rodzące i wiem, że porodu nie da się zaplanować. Moje doświadczenie w pracy na polskiej porodówce, z wolontariatu w Kenii, Filipinach, Bali i pracy w Kambodży utwierdziły mnie, że chcę urodzić w centrum narodzin lub w domu. Wiem, że jeżeli nie zakłóci się przebiegu porodu interwencjami medycznymi, natura zazwyczaj jest sobie w stanie świetnie poradzić. Takiego niezakłóconego porodu chciałam właśnie doświadczyć.

Przez okres 9 miesięcy przeprowadziliśmy się z Kambodży do Polski, a stamtąd na Bali.. Dlaczego? Ponieważ wiedziałam, że tam będę w stanie urodzić wśród bliskich mi położnych, naturalnie, lotosowo…

Moje przygotowania do porodu zaczęły się już na początku ciąży. Praktykowałam jogę, chodziłam na basen, medytowałam. Stosowałam różne techniki relaksacji i to właśnie wtedy odkryłam pojęcie hipnoporodu. Przez pierwsze miesiące regularnie słuchałam nagrań w języku angielskim, ale wraz z przebiegiem ciąży czułam, że nie jestem w stanie w pełni się zrelaksować słuchając „obcego” mi języka. Tak znalazłam „Cud narodzin”. Przez 30 dni podążałam ścieżką autohipnozy. Praktykę zaczęłam ok. 30 tygodnia ciąży. Nagrań słuchałam codziennie, do końca ciąży. To autorska technika przygotowana specjalnie na okres ciąży, porodu i połogu. Zazwyczaj słuchanie nagrań kończyło się najgłębszą formą relaksacji- snem. To zarówno u mnie i jak i mojego partnera, który często towarzyszył mi w słuchaniu.

Program był dla mnie dobrym dopełnieniem codziennej praktyki oddechu, wyciszania umysłu i wizualizowania sobie mojego syna i porodu. Najczęściej wracałam do mojego „bezpiecznego miejsca”, którym była wyidealizowana w mojej wyobraźni jurta. Tak dobrze się w niej czułam, że naprawdę chciałbym w niej kiedyś urodzić.

Moje ostatnie dni przed porodem były pełne refleksji, zbierania sił na długą podróż. Byłam tak naładowana pozytywną energią, wiarą we własne siły, że gdy poród się rozpoczął mój umysł i logiczne myślenie kompletnie się wyłączyły. Moje ciało wiedziało co robić, ja tylko za nim podążałam. Miałam niesamowite szczęście, bo nikt mi nie przeszkadzał. Wprost przeciwnie, otrzymałam w tym dniu mnóstwo miłości od mojego partnera, moich doul (kuzynek) i położnych.

Janek urodził się w ciszy, wprost na moje ramiona. Tak rozpoczęłam się nasza największa podróż życia.

Celina Szwinta,
położna, autorka bloga Coztegozedaleko.pl  na którym opisuje zwyczaje ciążowe i porodowe z innych kultur

Related posts

Przerwa wakacyjna 21.07-07.08.2017 - wszystkie zamówienia będą realizowane po urlopie! Zamknij