Kinga i Gabriel – hipnoporód w zgodzie z intuicją matki

Kinga i Gabriel – hipnoporód w zgodzie z intuicją matki

Prace z programem Cud Narodzin  zaczęłam nie  ze względu na lęk przed porodem, ale ze względu na to by się uspokoić, wyciszyć oraz przygotować siebie psychicznie oraz swoje ciało najlepiej, jak potrafię do chwili narodzin mojego okruszka. Kiedy powiedziałam Mężowi, że zamówiłam ten program, bo może mi pomóc, myślę że mąż nie do końca rozumiał po co mi to, ale powiedział :”dobrze, jeśli ma Ci to pomóc…”. Później, kiedy złościłam się na niego bez powodu- z uśmiechem na twarzy, pytał :”robiłaś swoja hipnozę?”.

Miałam ten komfort psychiczny, że od samego początku nie bałam się porodu. I kiedy ludzie ciągle pytali mnie, czy się boje, bo to już niedługo, Za każdym razem odpowiadałam, że może wyda im się to dziwne, ale nie boję się ani trochę. Chyba dlatego, że chęć zobaczenia i przytulenia naszego dziecka była tak silna, że nie myślałam o bólu. Nie dopuszczałam też myśli jakichkolwiek komplikacji, przez cały ten czas myślałam bardzo pozytywnie. Pomimo tego, że mama od zawsze o porodzie wypowiadała się bardzo negatywnie, mianowicie iż było to najgorsze doznanie w jej życiu, ze ból był niesamowity i że po urodzeniu mnie, co dalej uczyniła, więcej żadnych dzieci mieć nie chciała. Pomimo tego, że na około inni ludzie próbowali mnie straszyć, durną gadką, typu: zobaczysz, poród to nie gilgotki i na pewno, jak urodzisz dziecko to powiesz mi, że miałam racje i ze to koszmarne przeżycie. Ja odpowiadałam za każdym razem, że mają mnie nie straszyć i wierze, że narodziny mojego dziecka, będą najpiękniejszą chwilą w moim  życiu.  

Niestety o tyle, o ile z podejściem do porodu nie miałam problemów, to z emocjami oraz ciągłym zdenerwowaniem nie potrafiłam sobie sama poradzić.   Ostatnie 3 miesiące były pod względem emocjonalnym, bardzo ciężkie dla mnie, byłam niesamowicie rozchwiana, wszystko mnie denerwowało i myślę, że moim najbliższym powinni dać za tamten czas spędzony ze mną odznaki.

Kiedy zaczęłam odsłuchiwać nagrań z cudu narodzin, czułam wielkie rozkojarzenie, denerwowało mnie to, ale z dnia na dzień rozkojarzenie mijało, a ja pod koniec pracy z programem czułam się niesamowicie silna i gotowa na narodziny mojego dziecka. Najcudowniejszej istoty na ziemi…

Skurcze zaczęły się 5.01.2016 (datę porodu mia lam wyliczon a na 04.01.2016), prawie precyzyjnie o 2 w nocy, co 4 i co 3 minuty, z racji tego, że naczytałam się, że skurcze początkowe są co pół godziny, co godzinę, niedowierzałam, że to już. Dałam sobie godzinę i obudziłam męża, ze spokojem powiedziałam, że mam skurcze, dość często, ale bez paniki, bo nie wiem czy poród się zaczął, dlatego poczekamy jeszcze godzinkę i wtedy zadzwonimy do położnej. W  Holandii jest tak, że najpierw dzwoni się do położnej, ona przyjeżdża, sprawdza rozwarcie i wtedy jedzie się z nią do szpitala. Mąż w lekkim podenerwowaniu powtarzał ciągle, że może już zadzwonimy. Po godzinie wykonaliśmy telefon, położna przyjechała, rozwarcie na 4 cm, byłam w szoku, bo spodziewałam się, że powie góra 2 cm. Cieszyłam się, że tak sprawnie wszystko idzie, położna zapytała czy już chcemy jechać do szpitala, czy czekamy do 7 rano, ona przyjedzie jeszcze raz i wtedy pojedziemy. Zdecydowaliśmy, że zostaniemy w domu do 7.

Tak bardzo cieszyłam się, że to już, ze poród naprawdę się zaczął, że niedługo zobaczę mojego ukochanego i wyczekiwanego synka. Na każde wspomnienie z tamtego dnia się wzruszam, teraz pisząc to tez mam łzy w oczach, ze szczęścia, bo narodziny, to prawdziwa magia. Powtarzałam sobie w myślach, że każdy skurcz przybliża mnie do ujrzenia Naszego dziecka, byłam ciekawa, jak będzie wyglądać i ciągle przed oczami miałam obraz, jak go przytulam po raz pierwszy, jak go całuję, dotykam i patrzę w jego śliczne oczka. Razem z programem cud narodzin stworzyłam swój obraz porodu. Był to poród w wodzie, bez żadnego znieczulenia.

Godzina 7 położna przyjechała, rozwarcie na  pełne 4 cm, jedziemy do szpitala. Z uśmiechem na twarzy mijałam panie, które siedziały w recepcji, pokój był już przygotowany, bardzo komfortowe warunki. Tu centrum matki z dzieckiem wygląda, jak prywatna klinika w Polsce, chociaż nie wiem czy nie lepiej. Weszłam do cieplej wody, mąż siedział przy mnie, skurcze stonowały na sile, oddaliły się w czasie, a mąż rozbawiał mnie i sam również się uspokoił. Położna cichutko siedziała gdzieś w oddali i co jakiś czas przychodziła by chwile ze mną porozmawiać.

Niestety w którymś momencie położna przebiła wody płodowe i okazało się, że są zielone, mój synek zrobił w nich kupkę. Przyszła do nas położna ze szpitala, powiedziała że bardzo jej przykro, ale w takiej sytuacji nie mogę rodzic w wodzie. Mi jednak nie było przykro, ponieważ w ciąży program cud narodzin pomógł mi stworzyć drugi plan porodu, gdzie leżę na łóżku i tam rodzę. Przeniosłam się na piłkę, zostało mi podłączone KTG , była godzina chyba coś kolo 11, od tego momentu skurcze przybrały na sile, było bardzo intensywnie, niestety o niczym innym nie myślałam, jak o bólu i o tym ze chyba nie dam rady. Mąż okazał się wtedy nieoceniony, jego pomoc w tamtej chwili była tak ogromna, że nie da się tego opisać słowami, ciągle powtarzał, że dam rade, że jestem silna, że mnie kocha i ze jeszcze tylko troszkę. Ale przyszedł moment, pomimo tego, że wcześniej twardo stałam przy tym, że żadnego znieczulenia nie wezmę. Mąż zapytał czy ma poprosić położna o to by mi coś podali, by mi ulżyło, po trzech jego pytaniach w końcu powiedziałam, że tak. Przyszła położna i powiedziała, że dobrze dostane znieczulenie, ale najpierw chciałaby sprawdzić rozwarcie. 7 centymetrów. Rzeczywiście dopadł mnie wtedy kryzys 7 centymetrów, wcześniej jak czytałam o tym, to nie rozumiałam o co tak naprawdę chodzi, zrozumiałam dopiero podczas porodu.

Położna po sprawdzeniu powiedziała, że jeżeli nadal chce, to podadzą mi znieczulenie, ale od 10 centymetrów dzieli mnie chwila, a wiec zdecydowałam, że wytrzymam. Spojrzałam na zegarek, była 11.30, zerkałam co chwile, minuty tak wolno zaczęły płynąć. Poczułam skurcze parte, nie do pomylenia z wcześniejszymi, poczułam że muszę przeć, położyłam się na łóżku i parłam z całej siły, przy każdym skurczu ściskałam mocno męża za ręce, położna powtarzała, że jeszcze trochę, Aż nagle poczułam, że główka która napierała, wyskoczyła, a za nią przy kolejnym skurczu ramionka i jeszcze raz i dzidzia była cala już po drugiej stronie brzuszka.

O 12.13 05.01.2016 urodził się nasz skarb! Później położna powiedziała, że była w szoku, że  synek urodził się tak  szybko przy trzech parciach. Boże co za uczucie  zobaczyć i przytulic własne dziecko. Chwila nieporównywalna z żadna inną. Szczęście, łzy, miłość, które Nas przepełniały, były nie do opisania. Nigdy wcześniej, nie czułam się aż tak blisko z mężem. To nie banał, że dziecko scala związek, umacnia go i wprowadza podwójną dawkę miłości… Nie mogłam się napatrzeć na Naszego synka, był taki piękny, taki niewinny, taki malutki i delikatny. Po prostu idealny.

Teraz jestem dumna z siebie, że dałam radę urodzić mojego synka bez żadnego znieczulenia, siłami natury. Jestem pod wrażeniem z siły, która jest w kobiecie. Dziękuję Bogu, że dał mi możliwość przeżycia cudu narodzin, a Pani Karolinie za program który stworzyła, dzięki niemu zdążyłam spotkać się z moim dzieckiem jeszcze chwilę przed narodzinami i powiedzieć mu, jak bardzo go kocham, jak wspaniały świat i życie na niego czeka i że ja razem z mężem nie możemy się doczekać kiedy się zobaczymy… Ból podczas narodzin towarzyszy każdej kobiecie, ważne by się z nim pogodzić i zaakceptować. Kiedy robi się wszystko w zgodzie z samą sobą i słucha się własnego ciała i umysłu, to narodziny oraz macierzyństwo stają się najpiękniejszymi chwilami w życiu kobiety.

Pozdrawiamy serdecznie
Kinga i Gabriël.

Related posts

Przerwa wakacyjna 21.07-07.08.2017 - wszystkie zamówienia będą realizowane po urlopie! Zamknij